Wniosek o 5 gablot informacyjnych odrzucony. Prezes pyta: „kto będzie latał po tych gablotach?". Tymczasem w innej spółdzielni, gdzie pracuje jeden z członków Rady Nadzorczej głosujących przeciw — gabloty stoją i działają. Część mieszkańców wie wszystko. Część nie wie nic. To nie przypadek. To efekt decyzji.
Czy dostęp do informacji to dziś luksus, czy podstawowe prawo mieszkańca? W Spółdzielni Mieszkaniowej Nowy Dwór we Wrocławiu to pytanie przestaje być teoretyczne — staje się realnym problemem, który dotyka szczególnie tych, którzy nie korzystają z internetu.
17 lutego 2026 r. organizatorzy Akcji Windy złożyli wniosek o budowę 5 gablot informacyjnych na terenie osiedla. Cel był jasny:
Zaproponowane lokalizacje nie były przypadkowe — to miejsca o dużym natężeniu ruchu pieszego, gdzie informacja miałaby szansę realnie dotrzeć do ludzi:
Nie wszyscy mieszkańcy korzystają z internetu. Nie wszyscy mają dostęp do „e-konta lokatora". Nie wszyscy są w stanie śledzić komunikaty publikowane wyłącznie online. Szczególnie osoby starsze zostają dziś pozbawione dostępu do podstawowych informacji: o decyzjach Zarządu, remontach, zmianach opłat czy wydarzeniach.
To nie jest kwestia wygody. To jest wykluczenie informacyjne — realne i systemowe.
Zamiast merytorycznej dyskusji o tym, jak poprawić dostęp do informacji dla wszystkich mieszkańców, w odpowiedzi na wniosek padło pytanie:
Kto będzie latał po tych gablotach?— Prezes Lucyna Siwek
To zdanie wybrzmiało mocniej niż jakakolwiek formalna decyzja. Bo pokazuje sposób myślenia o mieszkańcach i o obowiązkach spółdzielni. Pytanie „kto będzie latał" sugeruje, że aktualizacja gablot to problem nie do rozwiązania — podczas gdy dziesiątki spółdzielni w Polsce robią to bez żadnych trudności.
Na tym samym osiedlu Rada Osiedla korzysta z gablot informacyjnych. W innych spółdzielniach to absolutny standard — proste, skuteczne i tanie narzędzie komunikacji z mieszkańcami.
Przykładem jest Spółdzielnia Mieszkaniowa „Szóstka" we Wrocławiu. Tam gabloty informacyjne działają bez żadnych problemów, a mieszkańcy mają dostęp do aktualnych ogłoszeń bezpośrednio na klatce schodowej i przy wejściach na osiedle.
Wniosek trafił do Rady Nadzorczej. Wynik głosowania mówi sam za siebie:
Wniosek został odrzucony. Bez realnej próby rozwiązania problemu. Bez propozycji alternatywy. Bez konsultacji z mieszkańcami, których problem bezpośrednio dotyczy.
Jest jedna rzecz, przy której okazuje się, że poinformowanie mieszkańców nie stanowi żadnego problemu. Kiedy trzeba zawiadomić o podwyżkach opłat — informacja trafia na tablice wewnątrz każdego budynku. Szybko. Skutecznie. Bez pytania, kto „będzie latał".
Wniosek nasuwa się sam: dostęp do informacji w tej spółdzielni jest selektywny. To, o czym władze spółdzielni chcą informować — dociera do mieszkańców. To, o czym mieszkańcy chcą wiedzieć — już nie.
Przy siedzibie spółdzielni istnieje jedna gablota informacyjna. Jej stan w dniu 17 września 2025 r. był wymowny sam w sobie — zobaczyć w niej można było informacje nieaktualne lub zupełnie pozbawione treści istotnych dla mieszkańców.
Gabloty informacyjne to rozwiązanie proste, tanie, skuteczne i dostępne dla każdego. Nie wymagają internetu. Nie wymagają smartfona. Nie wymagają konta w systemie e-lokator. Wymagają jedynie dobrej woli.
Dziś mamy do czynienia z sytuacją, w której część mieszkańców wie wszystko — a część nie wie nic. To nie jest przypadek. To efekt konkretnych decyzji: decyzji o odrzuceniu wniosku, decyzji o nieprzygotowaniu alternatywy, decyzji o milczeniu.
Czy naprawdę tak ma wyglądać komunikacja w spółdzielni? Czy mieszkańcy mają być informowani — czy pomijani? Czy dostępność informacji to problem, czy obowiązek?
Jeśli zarząd naprawdę troszczy się o mieszkańców — tych wszystkich, nie tylko tych z internetem — odpowiedź na te pytania powinna być oczywista. Na razie odpowiedź jest inna: „kto będzie latał po tych gablotach?"